Panele fotowoltaiczne na płasko: Czy to działa i czy warto w 2025?

Redakcja 2025-04-29 13:06 | Udostępnij:

Wyobraź sobie scenę: letnie popołudnie, słońce w zenicie, a na dachu budynku szereg elegancko ułożonych paneli fotowoltaicznych. Ale co jeśli zapytamy: "Czy panele fotowoltaiczne mogą lezec" sobie tak beztrosko, zupełnie płasko? Odpowiedź na to zagadnienie jest krótka: tak, mogą! Jednak zanim pośpieszysz z takim montażem, warto poznać drugą stronę medalu tej "leniwej" instalacji i dowiedzieć się, co oznacza ta pozycja leżąca dla całej inwestycji. To nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim fundamentalny wybór inżynieryjny, mający kluczowe konsekwencje dla wydajności i trwałości systemu. Wejście w świat fotowoltaiki wymaga zrozumienia niuansów, a kąt montażu paneli jest jednym z najważniejszych parametrów, który potrafi zaważyć na sukcesie przedsięwzięcia.

Czy panele fotowoltaiczne mogą lezec

Z pozoru proste pytanie o to, czy panele fotowoltaiczne mogą leżeć płasko, otwiera puszkę Pandory zagadnień technicznych, ekonomicznych i praktycznych. Wielu inwestorów kusi perspektywa prostego, szybkiego montażu bez skomplikowanych konstrukcji wsporczych, zwłaszcza na płaskich dachach budynków komercyjnych czy garaży. Patrząc na panel spoczywający bez nachylenia, łatwo uwierzyć, że "po prostu jest". Ale natura nie znosi próżni, a fizyka słońca jest nieubłagana; promienie słoneczne docierają do Ziemi pod różnymi kątami w zależności od pory dnia i roku.

Analizując liczne instalacje i badania na świecie, można dostrzec wyraźne, choć często niedoceniane, zjawisko: efektywność paneli fotowoltaicznych drastycznie zależy od kąta, pod jakim słońce pada na ich powierzchnię. Ułożenie paneli płasko, czyli pod kątem zerowym, prawie nigdy nie jest optymalne z perspektywy rocznej produkcji energii. Ta suboptimalność objawia się konkretnymi spadkami wydajności, które łatwo zilustrować na konkretnych danych zebranych z praktyki.

Szerokość Geograficzna (ok.) Optymalny Kąt Nachylenia (dla max rocznej produkcji) Szacowany Roczny Spadek Wydajności (Płasko vs Optymalnie) Szacowana Roczna Utrata Produkcji (dla systemu 5 kWp)*
52°N (Centralna Polska) 30-35° 10-15% ~500 - 750 kWh
40°N (Hiszpania Centralna) 25-30° 5-10% ~250 - 500 kWh
60°N (Południowa Norwegia) 35-40° 15-20% ~750 - 1000 kWh

*Szacunki dla systemu 5 kWp produkującego nominalnie 5000 kWh/rok w warunkach optymalnych w danej lokalizacji.

Zobacz także: Ile paneli fotowoltaicznych na dom 120 m²?

Powyższe dane nie są akademicką abstrakcją; to realna strata energii, którą mogłyby wygenerować nasze panele, gdyby tylko patrzyły w słońce pod właściwszym kątem. Spadek wydajności wynikający z ułożenia paneli fotowoltaicznych płasko na dachu przekłada się bezpośrednio na dłuższy czas zwrotu z inwestycji i mniejsze oszczędności na rachunkach za prąd. To pokazuje, że nawet jeśli fizycznie "mogą leżeć", ekonomicznie i wydajnościowo jest to często błąd.

Jak płaskie ułożenie paneli wpływa na ich wydajność?

Decydując się na płaski montaż paneli fotowoltaicznych, na pierwszy rzut oka, unika się konieczności stosowania skomplikowanych systemów montażowych, które wymuszają kąt nachylenia. Jednak z perspektywy produkcji energii, to jak strzelanie sobie w stopę – nie do końca samobójcze, ale na pewno bolesne. Głównym problemem jest fakt, że słońce tylko przez krótką chwilę w zenicie, w środku najkrótszego dnia w roku (dla półkuli północnej), jest w przybliżeniu prostopadłe do powierzchni horyzontalnej w średnich szerokościach geograficznych. Przez resztę czasu, promienie słoneczne padają pod mniejszym lub większym kątem do powierzchni leżącej płasko.

Energia promieniowania słonecznego, które dociera do panelu, jest wprost proporcjonalna do cosinusa kąta między promieniem a normalną do powierzchni panelu. Im większy kąt, tym mniej efektywnie energia jest przetwarzana na prąd. Kiedy panel leży płasko, ten kąt jest duży przez większość dnia, zwłaszcza rano i po południu, a zimą staje się kolosalny, ponieważ słońce wisi nisko nad horyzontem. Zatem, nawet przy czystym niebie, płaski panel "łapie" mniej światła niż panel nachylony pod optymalnym kątem.

Zobacz także: Jakie napięcie daje panel fotowoltaiczny

W optymalnych warunkach, czyli przy braku zacienienia, czystym niebie i temperaturze 25°C, nowoczesne panele fotowoltaiczne osiągają sprawność na poziomie 18-23% w warunkach testowych (STC – Standard Test Conditions: 1000 W/m² nasłonecznienia, 1.5 AM, 25°C). Jednak to laboratoryjne dane. Realna wydajność jest niższa i zależy właśnie od kąta padania promieni. Przykładowo, dla paneli ułożonych płasko w centralnej Polsce, roczny uzysk energetyczny może być o 12% niższy niż przy nachyleniu 35°, co dla systemu 5 kWp oznacza stratę rzędu 600 kWh rocznie – wystarczającą, by zasilić wiele domowych urządzeń.

W miesiącach letnich, gdy słońce jest wysoko, różnice w produkcji między panelem płaskim a nachylonym pod kątem 30-35° są mniejsze, choć wciąż zauważalne, zwłaszcza w godzinach porannych i wieczornych. Prawdziwa katastrofa wydajnościowa dotyka płaskie panele zimą. Kiedy słońce wisi nisko (kąt elewacji może wynosić zaledwie kilkanaście stopni), a promienie padają pod kątem ponad 70° do płaskiej powierzchni, generacja prądu staje się symboliczna. Panel nachylony pod kątem bliskim 45-60° (kąt optymalny na zimę) radzi sobie w tych warunkach nieporównywalnie lepiej.

Dodatkowym, choć często pomijanym czynnikiem, jest wpływ temperatury. Panele fotowoltaiczne działają najwydajniej w temperaturze około 25°C. Wraz ze wzrostem temperatury ich sprawność spada, typowo o około 0.3% do 0.4% na każdy stopień Celsjusza powyżej 25°C. Panele zamontowane płasko, zwłaszcza bezpośrednio na powierzchni dachu bez wentylacji od spodu, mogą łatwiej się przegrzewać latem. Brak naturalnego przepływu powietrza pod modułem powoduje wzrost temperatury ogniw, co skutkuje dalszym spadkiem wydajności, potęgując efekt suboptimalnego kąta padania światła.

Choć systemy montażowe na płaskie dachy często pozwalają na zachowanie minimalnej przestrzeni pod panelami, pełniącej głównie rolę prowadzenia kabli, wentylacja bywa ograniczona w porównaniu do systemów pochyłych, gdzie przepływ powietrza jest znacznie swobodniejszy. Ten, wydawałoby się, drobny szczegół ma realne odzwierciedlenie w krzywych mocy modułu w wysokich temperaturach – moc spada szybciej niż byśmy oczekiwali. Dane producentów paneli zawsze uwzględniają tzw. współczynnik temperaturowy mocy (Pmax Temperature Coefficient), wyrażany w %/°C, który kwantyfikuje ten spadek.

Kolejną kwestią jest gromadzenie się zanieczyszczeń, co omówimy szerzej później, ale już na tym etapie warto zaznaczyć, że płaskie powierzchnie gorzej się samoczyszczą. Kurz, pyłki, ptasie odchody i liście mają mniejszą tendencję do zsuwania się pod wpływem deszczu, co prowadzi do ich akumulacji i tworzenia trwałych zacienień. Każde zacienione ogniwo w module szeregowym obniża prąd w całym szeregu, co może prowadzić do znaczących strat mocy, nieraz nawet 5-15% rocznej produkcji w zanieczyszczonych środowiskach. Efekt ten jest zwielokrotniony, gdy panele leżą płasko, ponieważ zanieczyszczenia utrzymują się na powierzchni dłużej.

Sumując, podczas gdy technicznie panele fotowoltaiczne mogą leżeć płasko na dachu, taka pozycja to kompromis, na który rzadko warto iść, chyba że ograniczenia są absolutne. Skutkuje to rocznymi stratami wydajności od kilku do kilkunastu procent, potęgowanymi przez przegrzewanie i gorsze samoczyszczenie. Wybór optymalnego kąta montażu, nawet na dachu płaskim, to decyzja, która bezpośrednio przekłada się na szybciej działający licznik dwukierunkowy i niższe rachunki za prąd przez cały okres eksploatacji systemu – typowo 25 lat lub dłużej.

Każdy utracony kWh energii to stracona złotówka w kieszeni inwestora, ale też dodatkowa emisja CO2 z elektrowni węglowych. Pomyśl o tym tak: system 5 kWp zamontowany optymalnie może wyprodukować 5000 kWh rocznie. Przy spadku o 12% z powodu płaskiego montażu, tracimy 600 kWh. W obecnych cenach prądu w Polsce, powiedzmy 0.50 PLN/kWh (netto z uwzględnieniem bilansowania 1:0.8 dla prosumenta w net-billingu), to 300 PLN straty rocznie. Przez 25 lat eksploatacji, to 7500 PLN! To kwota, za którą z powodzeniem można zainwestować w lepszy system montażowy od początku, unikając utraty produkcji wynikającej z płaskiego ułożenia.

Co więcej, suboptimalna wydajność wpływa na czas zwrotu z inwestycji (ROI). Jeśli planowaliśmy zwrot po 8 latach, a wydajność jest stale niższa o 12%, czas ten może wydłużyć się do 9-10 lat. W skali dużych, komercyjnych instalacji, gdzie mowa o setkach lub tysiącach paneli i inwestycjach idących w setki tysięcy czy miliony, taki spadek wydajności oznacza straty idące w dziesiątki lub setki tysięcy złotych przez cały okres życia instalacji. To wystarczający powód, by poważnie przemyśleć, czy pójść na łatwiznę z montażem płaskim.

Eksperci podkreślają, że różnice w wydajności są największe w szerokościach geograficznych oddalonych od równika. Im dalej na północ (lub południe), tym niższy kąt padania słońca zimą i większe znaczenie ma nachylenie panelu. Polska, leżąca w średnich szerokościach, jest miejscem, gdzie różnica między płaskim a nachylonym montażem jest szczególnie dotkliwa w kontekście rocznej produkcji. Bagatelizowanie tej kwestii to nic innego jak ignorowanie podstawowej fizyki i rachunku ekonomicznego.

Na koniec, warto wspomnieć o współczynniku kształtu dachu i dostępnej przestrzeni. Czasami na bardzo ograniczonym płaskim dachu, aby zmieścić wymaganą moc, *jedyną* opcją wydaje się ułożenie paneli płasko, "na styk". Jednak nawet wtedy, niewielkie podniesienie paneli i nadanie im minimalnego kąta, choćby 10-15 stopni, jest znacznie korzystniejsze niż zero. Zyskujemy wtedy lepsze samoczyszczenie, minimalne korzyści w zimie i w okresach niskiego słońca, a także (potencjalnie) lepszą wentylację. Pozycja zerowa to prawdziwy ostateczność.

Płaskie panele a śnieg i lód: Ryzyko utraty produkcji i obciążenia

Ach, zima! Dla wielu posiadaczy paneli fotowoltaicznych to czas zmniejszonej produkcji energii z powodu krótszych dni i niższego położenia słońca. Ale dla tych, którzy zdecydowali się na montaż płaski lub pod minimalnym kątem, zima potrafi stać się prawdziwym koszmarem. Patrząc przez okno na nasze panele, które powoli znikają pod białą pierzyną, na płaskiej powierzchni dachu, można poczuć narastający niepokój. Ta idylliczna sceneria śnieżna dla właściciela instalacji PV to zazwyczaj prognoza gwałtownego spadku, a często wręcz całkowitego zatrzymania generacji prądu.

Dlaczego śnieg jest takim problemem, zwłaszcza dla paneli leżących płasko? Odpowiedź jest prosta: grawitacja i tarcie. Na panelu zamontowanym pod znaczącym kątem, powiedzmy 30-40 stopni, świeży śnieg ma naturalną tendencję do zsuwania się. Szczególnie gdy panel zaczyna produkować nawet minimalną ilość ciepła (co samo w sobie może rozpocząć proces topnienia od powierzchni szyby) lub gdy pojawi się wiatr. Nachylenie panelu po prostu pomaga naturze oczyścić powierzchnię.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z panelami zamontowanymi płasko. Przy zerowym kącie nachylenia, śnieg po prostu opada i zostaje na miejscu. Nie ma siły (oprócz wiatru, który może zdmuchnąć bardzo lekki puch) popychającej go w dół. W efekcie, nawet niewielkie opady śniegu potrafią całkowicie pokryć panel i odciąć mu dostęp do światła słonecznego. A skoro nie ma światła, panel nie produkuje prądu, a zatem nie nagrzewa się, co mogłoby zainicjować topnienie od szyby. To błędne koło.

Dostępne dane rynkowe pokazują, że cienka warstwa śniegu, rzędu kilku centymetrów, może już znacząco zredukować produkcję energii – o 50% lub więcej. Pełna pokrywa śnieżna to z reguły 100% utrata produkcji. Panele leżące płasko mogą pozostać zasypane śniegiem przez wiele dni, a nawet tygodni po ustaniu opadów, podczas gdy sąsiadujące instalacje na nachylonych dachach już dawno cieszą się słonecznymi przebłyskami. Z punktu widzenia rocznego uzysk, tracimy tym samym cenne dni z potencjalną produkcją, która mogłaby zbilansować zużycie w okresie zimowym.

Jednak płaskie panele a śnieg i lód to nie tylko problem utraty produkcji. To także kwestia poważnego obciążenia dla konstrukcji. Specyfikacje techniczne paneli fotowoltaicznych podają maksymalne dopuszczalne obciążenie (zazwyczaj w Pascalach, przeliczane na kg/m²), które wytrzyma ich rama i szyba. Standardowo panele projektuje się tak, aby wytrzymać obciążenie śniegiem do 5400-8000 Pa, co odpowiada obciążeniu około 550-800 kg na metr kwadratowy. Typowy panel ma powierzchnię około 1.7 m². Oznacza to, że panel jest w stanie wytrzymać równomierne obciążenie rzędu 935 kg do 1360 kg. Brzmi to imponująco.

Problem w tym, że ciężar śniegu potrafi być zaskakująco duży. Świeży, puszysty śnieg waży około 50-100 kg/m³. Ale mokry, zbity śnieg albo warstwa lodu jest nieporównywalnie cięższa – od 200 kg/m³ do nawet 400 kg/m³ dla zbitego śniegu i około 900 kg/m³ dla lodu! Wyobraźmy sobie 50 cm (0.5 m) warstwę mokrego śniegu na dachu. Na jednym panelu o powierzchni 1.7 m², waga tej warstwy wynosiłaby 1.7 m² * 0.5 m * 300 kg/m³ (przyjmijmy średnią dla mokrego śniegu) = 255 kg. Dodajmy do tego wagę samego panelu, około 20-25 kg. To już ponad ćwierć tony na jeden panel.

Ale to nie koniec. Na płaskich dachach, w wyniku wiatru, śnieg może być nierównomiernie rozmieszczony. Mogą tworzyć się zaspy, które osiągają znacznie większą grubość niż opad średni na metr kwadratowy. W okolicach krawędzi, attyk, lub między panelami ustawionymi zbyt gęsto, waga śniegu na niektórych obszarach dachu może przekroczyć teoretyczne normy obciążenia. Dla paneli zamontowanych płasko, gdzie cała powierzchnia jest narażona na taką akumulację, ryzyko przekroczenia dopuszczalnego obciążenia śniegiem (które panel musi przenieść na konstrukcję montażową i dalej na dach) jest realne.

Pamiętajmy też, że waga śniegu to jedno, ale mamy jeszcze obciążenie wiatrem. Systemy montażowe na dachach płaskich, aby zapewnić stabilność, często wymagają dociążenia (balastu). Balast ten jest kalkulowany na podstawie norm dla obciążenia wiatrem i śniegiem, kąta nachylenia (jeśli panele nie są płasko), wysokości budynku, strefy wiatrowej, itp. Im niższy kąt nachylenia (czyli bliżej zera), tym większa powierzchnia paneli "łapie" wiatr od góry, próbując unieść je z dachu, ale też mogą tworzyć się większe obciążenia na krawędziach wynikające z wiatru, co może wymagać *większego* balastu niż systemach z lekkim pochyleniem. To dodaje kolejne kilogramy na dach.

Najgorsza sytuacja to przejście od opadów śniegu do odwilży i ponownego zamarzania. Woda z topniejącego śniegu może spływać i zamarzać w niższych partiach dachu lub między panelami, tworząc lód. Lód jest nieporównywalnie gęstszy i cięższy niż śnieg. Kilka centymetrów lodu na panelu to potężne obciążenie. Może też tworzyć miejscowe naprężenia, które w połączeniu z obciążeniem śniegiem stanowią poważne wyzwanie czyszczenia, a właściwie ryzyko dla konstrukcji dachu, szczególnie jeśli ten nie był projektowany z myślą o dużych, dodatkowych obciążeniach punktowych lub powierzchniowych w postaci modułów PV i ciężkiej warstwy mokrego śniegu lub lodu.

Producenci paneli i systemów montażowych podają w specyfikacjach maksymalne obciążenia statyczne (śnieg) i dynamiczne (wiatr). Należy zawsze upewnić się, że wybrany system montażowy wraz z balastem (jeśli stosowany) oraz sam dach, wytrzymają obciążenia zgodne z lokalnymi normami budowlanymi dla danej strefy wiatrowej i śniegowej, uwzględniając *najgorsze możliwe scenariusze* akumulacji. Ryzyko utraty produkcji i obciążenia w zimie to potężny argument przeciwko montażowi paneli idealnie płasko.

Widzieliśmy w branży przypadki, gdzie zbyt lekkie systemy montażowe lub niedoszacowane obciążenia wiatrem powodowały przesuwanie się paneli po dachu, a nawet uszkodzenia konstrukcji dachu wskutek ekstremalnych obciążeń śniegiem na panelach ułożonych bez nachylenia. To nie są częste sytuacje, ale ich potencjalna dotkliwość – od uszkodzenia paneli, przez nieszczelność dachu, po awarię konstrukcyjną – sprawia, że warto je traktować bardzo poważnie. Po raz kolejny, oszczędność na systemie montażowym pozwalającym na kąt może okazać się bardzo kosztowna.

Nie zapominajmy też o problemie zacienienia samego siebie przez zalegający śnieg lub lód. Nawet jeśli część paneli jest wolna od śniegu, zalegająca warstwa na panelach niżej (w przypadku niewielkiego nawet nachylenia) lub po prostu na innych panelach w tej samej płaskiej rzędzie, może rzucić cień na niezainfekowane panele. To w systemach ze zwykłymi optymalizatorami tylko na poziomie stringu, może obniżyć wydajność całego szeregu paneli, nawet jeśli tylko jeden jest zacieniony śniegiem. Inteligentne rozwiązania, jak optymalizatory mocy na każdy panel, potrafią zminimalizować ten efekt, ale nie zredukują zerowej produkcji z panelu całkowicie zasypanego śniegiem.

Wyzwanie czyszczenia: Jak dbać o płaskie panele fotowoltaiczne?

Jeśli myślisz, że montaż płaski to "ustaw i zapomnij", to niestety czeka Cię spore rozczarowanie, zwłaszcza w kwestii utrzymania czystości paneli. W przeciwieństwie do paneli zamontowanych pod kątem 30 stopni czy więcej, które są w stanie poradzić sobie z deszczem i wiatrem jako naturalnymi "myjka" do większości zabrudzeń, płaskie instalacje fotowoltaiczne wymagają albo częstej interwencji człowieka, albo muszą czekać na łaskę słońca (które samo w sobie potrafi roztopić część zanieczyszczeń organicznych) i intensywne, długotrwałe opady deszczu. A nawet ulewa nie zawsze poradzi sobie z zaschniętymi ptasimi odchodami czy grubą warstwą pyłu.

Soiling, czyli gromadzenie się zanieczyszczeń na powierzchni paneli, jest realnym problemem obniżającym ich wydajność. Pył drogowy, przemysłowy, sadza z kominów, pyłki z drzew (szczególnie wiosną!), piasek z burz, a przede wszystkim ptasie odchody – wszystko to ląduje na naszych panelach. Dane z różnych badań pokazują, że zaniedbane panele mogą tracić od 5% do nawet 20% swojej rocznej produkcji z powodu zabrudzeń, w zależności od lokalizacji i rodzaju zanieczyszczeń. Obszary rolnicze (pył z pól), przemysłowe (sadza, opary) czy miejskie (pył, spaliny) są szczególnie problematyczne.

Na panelach z odpowiednim nachyleniem deszcz spłukuje większość luźnych zanieczyszczeń. Kąt sprawia, że woda swobodnie spływa, zabierając ze sobą pył i brud. Na panelach leżących płasko, woda może gromadzić się, tworzyć kałuże, a po wyschnięciu zostawiać zacieki z rozpuszczonymi solami i minerałami zawartymi w pyle. Ptasi kał, jeśli wyląduje na płaskim panelu i zaschnie, staje się wyjątkowo trudny do usunięcia bez mechanicznego tarcia, a opady deszczu rzadko kiedy są w stanie go całkowicie zmyć.

Konsekwencją gorszego samoczyszczenia paneli płaskich jest konieczność ich regularnego mycia, aby utrzymać akceptowalny poziom wydajności. I tu zaczynają się schody. Mycie paneli na dachu płaskim, choć może wydawać się łatwiejsze pod względem dostępu niż na dachu stromym, nadal stanowi wyzwanie. Po pierwsze, bezpieczeństwo. Praca na wysokości zawsze wiąże się z ryzykiem. Dach płaski, nawet bez dużego kąta, może być mokry, śliski od glonów, pokryty luźnym żwirem, a zimą oblodzony. Konieczne jest stosowanie odpowiedniego sprzętu (uprzęże, liny, buty antypoślizgowe) lub zlecenie pracy profesjonalistom.

Po drugie, samo mycie. Nie wolno myć paneli zwykłą wodą z kranu, zwłaszcza jeśli jest twarda. Zawarte w niej minerały (wapń, magnez) pozostawiają po wyschnięciu osad, który tworzy "mgiełkę" na powierzchni szyby, pogarszając jej przezroczystość i redukując przepuszczalność światła. Do mycia paneli najlepiej używać wody demineralizowanej lub destylowanej. Specjalistyczne firmy myjące panele używają myjek teleskopowych zasilanych wodą demineralizowaną, która nie pozostawia smug i osadów. Manualne czyszczenie dużej instalacji na płaskim dachu przy użyciu ręcznych narzędzi i wiaderek z demineralizowaną wodą to praca mozolna i czasochłonna.

Jak często trzeba myć panele ułożone płasko? To zależy od środowiska. W czystych, wiejskich regionach raz na 1-2 lata może wystarczyć. Ale w pobliżu dróg o dużym ruchu, fabryk, lotnisk, terenów rolniczych czy pod drzewami, mycie może być potrzebne 2-4 razy w roku, a w skrajnych przypadkach nawet częściej, np. po intensywnym pyle kwietniowym lub okresie suszy, podczas którego gromadzi się dużo kurzu. Porównaj to do nachylonych paneli, które w wielu lokalizacjach w ogóle nie wymagają czyszczenia przez lata.

Koszt profesjonalnego mycia instalacji fotowoltaicznej w Polsce waha się zazwyczaj od 5 PLN do 15 PLN za panel, w zależności od wielkości instalacji, trudności dostępu i regionu. Dla systemu 5 kWp składającego się z około 10-12 paneli, jednorazowe mycie może kosztować 50 PLN - 180 PLN. Jeśli mycie jest konieczne 2-4 razy w roku, roczny koszt utrzymania paneli płaskich wzrasta o 100 PLN do nawet 720 PLN. W skali 25 lat eksploatacji, to dodatkowe 2500 PLN - 18000 PLN wydanych na mycie! To kolejny, twardy koszt, który trzeba doliczyć do inwestycji w "taniej" pozycji leżącej.

Dla bardzo dużych instalacji na dachach przemysłowych i komercyjnych rozważa się czasem systemy automatycznego czyszczenia – roboty lub zraszacze. Roboty jeżdżące po panelach są jednak bardzo drogie (kosztujące od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy euro w zależności od stopnia zaawansowania) i wymagają specjalistycznej instalacji oraz konserwacji. Systemy zraszaczy wykorzystują wodę demineralizowaną, co generuje znaczące koszty wody i wymaga rozbudowanej infrastruktury (zbiorniki na wodę, pompy, rurociągi, system uzdatniania wody). Są to rozwiązania opłacalne jedynie dla instalacji liczonych w setkach kW lub MW. Dla typowej domowej instalacji na dachu płaskim (np. na garażu), to nierealne opcje.

Podsumowując ten rozdział o płaskich panelach a wyzwanie czyszczenia: lenistwo na etapie montażu przekłada się na dodatkowy wysiłek i koszt w trakcie eksploatacji. Płaskie panele brudzą się szybciej, wymagają częstszego i trudniejszego mycia, a zaniedbanie czystości skutkuje znaczącymi stratami w produkcji energii. Czy na pewno chcesz co kwartał wspinać się na dach z myjką i wiadrem wody demineralizowanej, albo wydawać kilkaset złotych rocznie na profesjonalne mycie? Pytanie retoryczne.

Problemy z czyszczeniem są szczególnie dotkliwe zimą, gdy panele są pokryte śniegiem i lodem. Wspomnieliśmy już, że nachylone panele potrafią częściowo samoczynnie zrzucić śnieg. Płaskie panele wymagają albo czekania na odwilż, albo... manualnego odśnieżania. Odśnieżanie paneli to kontrowersyjna praktyka. Po pierwsze, grozi uszkodzeniem powierzchni panelu lub ramy (zarysowania od łopat, obciążenie punktowe). Po drugie, praca na oblodzonym, ośnieżonym dachu jest ekstremalnie niebezpieczna. Żaden ekspert ani firma montażowa nie zaleci chodzenia po panelach czy dachu w takich warunkach w celu ich odśnieżenia. To, że "panele fotowoltaiczne mogą lezec" oznacza, że obciążenia śniegiem są realnym ryzykiem i trzeba z nim żyć, a nie narażać się na wypadki próbującemu się ich pozbyć w trudnych warunkach.

Wiele poradników rynkowych sugeruje po prostu poczekać, aż śnieg sam stopnieje. Jednak na panelach płaskich proces ten trwa nieporównywalnie dłużej niż na pochyłych. Temperatura powierzchni panelu leżącego płasko będzie niższa, bo mniej efektywnie pochłania promieniowanie słoneczne odbite od warstwy śniegu, a także nie ma tendencji do "zsuwania się" zlodowaciałej warstwy, która odsłoniłaby choćby część modułu. Zimowy zysk energii z płaskich paneli w śnieżnych regionach bywa zerowy przez wiele tygodni.

Alternatywy montażu paneli na dachach płaskich – unikanie pozycji „na naleśnik”

Skoro już ustaliliśmy, że panele fotowoltaiczne mogą leżeć płasko na dachu, niczym naleśniki na patelni, ale wiąże się to z poważnymi kompromisami dotyczącymi wydajności, czyszczenia i obciążenia śniegiem, naturalnie pojawia się pytanie: jakie są alternatywy dla montażu na dachach płaskich? Na szczęście, rynek fotowoltaiczny ma na to rozwiązanie, które pozwala unikanie pozycji „na naleśnik” i wykorzystać potencjał dachu płaskiego bez ponoszenia wszystkich opisanych wcześniej kosztów. Mowa o systemach montażowych, które nadają panelom optymalne lub choćby przybliżone do optymalnego nachylenie.

Najpopularniejszymi rodzajami systemów montażowych na dachy płaskie, które pozwalają na pochylenie paneli, są systemy balastowe i systemy inwazyjne (konstrukcje przykręcane do dachu). Każde z tych rozwiązań ma swoje zalety i wady, a wybór między nimi zależy od typu dachu, jego konstrukcji, lokalnych warunków wiatrowych i śniegowych oraz budżetu inwestora.

Systemy balastowe (bez penetracji dachu) polegają na ustawieniu paneli lub całych konstrukcji na specjalnych ramach lub wannach, które są obciążane balastem – zazwyczaj betonowymi bloczkami, żwirem lub innymi ciężkimi materiałami. Kąt nachylenia paneli jest nadawany przez konstrukcję ramy. Typowe kąty nachylenia w systemach balastowych na płaskie dachy wahają się od 10 do 20 stopni. Choć 10-20 stopni to nadal mniej niż optymalne 30-35 stopni dla Polski, to jednak diametralna różnica w porównaniu do zera stopni.

Główną zaletą systemów balastowych jest brak konieczności naruszania poszycia dachu. Eliminuje to ryzyko przecieków związanych z wierceniem otworów. Ich wady to przede wszystkim znaczne obciążenie dla konstrukcji dachu – ciężar balastu dodaje od kilkudziesięciu do nawet ponad stu kilogramów na każdy metr kwadratowy powierzchni dachu (po uwzględnieniu rozstawu modułów), w zależności od wysokości budynku, strefy wiatrowej i kąta nachylenia (większy kąt często wymaga więcej balastu). Dach musi być w stanie bezpiecznie przenieść ten dodatkowy ciężar paneli, konstrukcji i balastu. Dla przykładu, system balastowy z kątem 15 stopni w strefie wiatrowej I w Polsce może wymagać balastu rzędu 25-40 kg/m², ale już na wysokim budynku w strefie wiatrowej III i kącie 20 stopni, balast może wzrosnąć do 80-120 kg/m².

Systemy inwazyjne (konstrukcje przykręcane) wymagają perforacji dachu w celu zamocowania profili lub słupków, do których następnie przykręcane są ramy i panele. Te systemy są lżejsze niż balastowe, ponieważ stabilność zapewnia zakotwienie w konstrukcji dachu (strop, belki). Mogą też pozwolić na osiągnięcie większego kąta nachylenia, nawet zbliżonego do optymalnego 30-35 stopni, choć na dachach płaskich popularne są kąty 15-25 stopni, będące kompromisem między wydajnością a zajmowaną powierzchnią.

Wada systemów inwazyjnych to ryzyko nieszczelności dachu w miejscach perforacji. Każdy punkt kotwiczenia musi być starannie zabezpieczony i uszczelniony, co wymaga doświadczenia i materiałów wysokiej jakości. Choć nowoczesne rozwiązania i profesjonalne wykonanie minimalizują to ryzyko, jest ono większe niż przy systemach balastowych. Mimo to, dla dachów o ograniczonej nośności, systemy inwazyjne mogą być jedynym bezpiecznym rozwiązaniem pozwalającym na pochylenie paneli.

Decyzja o pochyleniu paneli, nawet pod niewielkim kątem 10-15 stopni, zamiast montażu płaskiego (0 stopni), przynosi wymierne korzyści, które w dłuższej perspektywie przewyższają pozorną łatwość montażu "na naleśnik". Przede wszystkim, panel pod nawet niewielkim kątem znacznie lepiej radzi sobie ze zsuwaniem się wody i zanieczyszczeń. Deszcz skuteczniej spłukuje kurz i brud. Minimalizuje się ryzyko tworzenia się kałuż i zacieków. Poprawia się samoczyszczenie paneli, redukując potrzebę częstego, manualnego mycia.

Po drugie, kąt nachylenia, nawet niewielki, pozwala panelowi efektywniej "widzieć" słońce przez większą część dnia i roku, zwłaszcza w godzinach porannych i popołudniowych oraz zimą. Choć kąt 15 stopni nie jest optymalny dla rocznej produkcji w Polsce (jak 30-35 stopni), to i tak zapewnia wyższą wydajność roczną niż kąt 0 stopni, często redukując straty z 10-15% do 5-8%. To nadal lepszy wynik, niż idealnie płaskie ułożenie.

Kąt nachylenia odgrywa kluczową rolę również zimą w kontekście opadów śniegu. Panele pochylone pod kątem 15-20 stopni mają znacznie większą szansę na samoczynne zrzucenie warstwy śniegu pod wpływem grawitacji, wiatru lub delikatnego nagrzewania od słońca, niż panele leżące płasko. Choć kąt 15-20 stopni nie gwarantuje, że śnieg nigdy nie zalega, to zdecydowanie skraca czas, przez który panele pozostają nim pokryte, minimalizując całkowite zatrzymanie generacji prądu. Pamiętajmy, że w średnich szerokościach geograficznych, dla zysku w zimie, optymalne nachylenie to nawet 60 stopni – ale tak strome ustawienie na płaskim dachu wymagałoby ogromnej ilości miejsca między rzędami, by uniknąć wzajemnego zacieniania.

W kontekście przestrzeni, należy pamiętać, że ustawienie paneli pod kątem na dachu płaskim wymaga zachowania odstępów między rzędami, aby jeden rząd paneli nie zacieniał drugiego, zwłaszcza zimą, gdy słońce jest nisko. Im większy kąt nachylenia, tym większa wymagana odległość między rzędami, a zatem system zajmuje więcej powierzchni dachu. System balastowy lub inwazyjny z kątem 15 stopni na dachu płaskim zużyje znacznie więcej miejsca niż teoretyczny, płaski montaż "panel przy panelu". Przy 15 stopniach nachylenia na 52°N szerokości geograficznej, odległość między rzędami, aby uniknąć zacieniania zimą (przyjmując wysokość rzędu około 0.5m od powierzchni dachu na najwyższym punkcie) może wynosić nawet 2-3 metry. To czyni taki system mniej gęstym energetycznie na m², ale za to bardziej wydajnym rocznie na kW zainstalowanej mocy.

Porównując koszty, systemy balastowe i inwazyjne są droższe w zakupie i montażu niż prosta konstrukcja pozwalająca na montaż płaski. Koszt systemu montażowego na dach płaski (balastowy lub inwazyjny z pochyleniem) może stanowić 10-20% całkowitych kosztów instalacji PV. Szacunkowo, dla systemu 5 kWp, cena systemu montażowego na dach płaski z pochyleniem (np. 15 stopni) może wynieść od 3000 PLN do 6000 PLN, w zależności od producenta, materiału i stopnia skomplikowania, podczas gdy bardzo prosty montaż "na naleśnik" byłby być może o 1000-2000 PLN tańszy na całej instalacji.

Jednak ten pozornie wyższy koszt początkowy w systemach nadających kąt, szybko się zwraca. Zyskujemy wyższą produkcję energii (unikając 10-15% rocznych strat płaskiego montażu, co dla 5 kWp oznacza np. 600 kWh/rok więcej), mniejsze koszty czyszczenia (często redukcję z 2-4 myć rocznie do 1 lub zera), a także większe bezpieczeństwo instalacji w zimie (mniejsze ryzyko ekstremalnych obciążeń śniegiem/lodem). Wyższa roczna produkcja rzędu 600 kWh, przy cenie 0.50 PLN/kWh, to 300 PLN więcej rocznie. W ciągu 25 lat eksploatacji daje to dodatkowe 7500 PLN oszczędności z samej produkcji, nie licząc kosztów i kłopotów związanych z myciem czy potencjalnymi uszkodzeniami. To pokazuje, że unikanie pozycji „na naleśnik” jest opłacalne w dłuższym terminie.

Innym aspektem wartym rozważenia są estetyka i dostęp. Systemy nadające kąt są zazwyczaj bardziej widoczne na dachu niż panele leżące płasko. Niektórzy inwestorzy preferują "niewidoczny" montaż płaski ze względów estetycznych, choć dyskusyjne jest, czy instalacja PV kiedykolwiek jest w pełni niewidoczna. Z drugiej strony, panele ustawione na stelażach mogą być łatwiej dostępne od spodu do przeglądów czy napraw, niż te leżące bezpośrednio na dachu.

Istnieją też systemy wschod-zachód, które nadają panelom niewielki kąt nachylenia (np. 10-15 stopni) i ustawiają je w orientacji wschod-zachód zamiast południowej. Taki układ redukuje szczytową produkcję w południe, rozkładając ją bardziej równomiernie na godziny poranne i popołudniowe. Co ciekawe, systemy wschod-zachód z niewielkim nachyleniem wymagają zazwyczaj mniejszej odległości między rzędami niż systemy południowe z większym kątem, co pozwala na zainstalowanie większej mocy na tej samej powierzchni dachu. Roczna produkcja z takiej instalacji (z kątem 10-15 stopni wschód-zachód) bywa porównywalna lub tylko nieznacznie niższa (o kilka procent) od produkcji z paneli ustawionych pod kątem 30-35 stopni na południe, jednocześnie zajmując mniej miejsca na dachu i nadal korzystając z lepszego samoczyszczenia i zsuwania śniegu niż montaż płaski (0 stopni).

Ostateczna decyzja o wyborze systemu montażowego powinna być poprzedzona szczegółową analizą warunków lokalnych, nośności dachu, oczekiwań dotyczących wydajności oraz budżetu. Różnica w kosztach zakupu i montażu między systemem płaskim a pochylonym to zwykle tylko niewielki ułamek całkowitej ceny instalacji fotowoltaicznej, ale ma ogromne przełożenie na roczną produkcję, koszty utrzymania i bezpieczeństwo w perspektywie 25 lat. Świadomy inwestor, rozważając czy panele fotowoltaiczne mogą leżeć płasko, szybko dochodzi do wniosku, że nawet jeśli fizycznie to możliwe, z punktu widzenia inżynieryjnego i ekonomicznego lepiej nadać im choćby minimalny kąt nachylenia. Wybranie systemu balastowego lub inwazyjnego z pochyleniem to inwestycja, która po prostu się opłaca.